Bezpowrotnie minęły czasy nudnych do bólu aut rodzinnych. Dziś producenci prześcigają się w pomysłach na to, jak ze smakiem podróżować z rodziną. Od Francuzów – Citroen C4 Picasso w naszym teście.

Jeden z najgorszych (przynajmniej w teorii) snów prawdziwego petrolheada – zakup auta rodzinnego. Ci mniej zdroworozsądkowi powiedzą – przecież jest Audi RS6, Bentley Bentayga i inne znakomite SUVy. Owszem, ale SUV, wbrew pozorom, w dzisiejszych czasach ma niewiele wspólnego z autem rodzinnym, chociażby konstrukcyjnie i pod kątem rozwiązań sprzyjających transportowi pociech. A RS6? Cóż, pomijając aspekty cenowe, nieustannie pozostaje to „tylko” kombi, które owszem, zmieści więcej, ale wciąż jest tradycyjnym samochodem segmentu D. Grupa vanów liczy sobie już kilkadziesiąt lat i trzeba przyznać, że jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym vanem, był właśnie samochód francuski (Renault Espace). Auto, które wniosło coś nowego poza przestrzenią. Inżynierowie dopatrzyli się szeregu dróg, prowadzących do wygodnego i bezpiecznego transportu rodziny – nie tylko dodatkowymi fotelami i miejscem wewnątrz.

Segment vanów rozwijał się bardzo szybko, zwłaszcza na przełomie wieków. Ostatnio tendencja ta nieco zwolniła, głównie za sprawą wspomnianych SUVów, w które poszli niemal wszyscy producenci. Citroen jest wierny swojej historii – wygodzie podróży i funkcjonalności. To właśnie z tego słynęły francuskie samochody i zdaje się, że tak jest po dziś dzień. Czy Picasso potrafi połączyć te cechy i będzie mógł zaoferować dla wielodzietnych rodzin coś więcej niż po prostu ciekawy wygląd?

No właśnie – od wyglądu rozpocząć należy. Picasso wygląda fenomenalnie, biorąc pod uwagę umiejętność połączenia elegancji z futuryzmem. Można przedobrzyć w którąś stronę i jeśli mówimy tu o nader eleganckiej bryle – nie ma problemu, ale przesadna „kolorowość” potrafi zabić najlepszy projekt (pamiętacie Fiata Multiplę?). W przypadku Citroena na szczęście wypośrodkowano każdą z cech, dzięki czemu podoba się wszechstronnie. Największą uwagę zwraca oczywiście przód, z wąską atrapą przechodzącą przez całą szerokość auta, kończąc się światłami LED do jazdy dziennej. Zmrużone lampy przednie, chromowane wstawki przy halogenach i ogromna panoramiczna przednia szyba – dzieje się tu dużo, a jednocześnie wszystko współgra. Nawet z profilu – w części stosunkowo najtrudniejszej do zaprojektowania pod kątem atrakcyjności, Francuzi zgromadzili szereg interesujących detali. W oczy rzuca się głównie chromowana listwa biegnąca nad szybami, z „centrum” przy słupku C. Interesujący kształt felg, czy wyżłobienia na drzwiach to także smaczki wpływające na niejedną decyzję odnośnie kupna C4 Picasso, wszak auto musi się podobać nie tylko kierowcy. Tył jest już spokojniejszy, choć i tu nie zabrakło elementów chromowanych czy atrakcyjnego wyżłobienia pod tak mało stylistycznie istotną kwestię, jak tablica rejestracyjna.

Citroen to jednak również wnętrze. Można być pewnym, że to właśnie po otwarciu drzwi francuskiego auta staniecie przed nieszablonowymi rozwiązaniami stylistycznymi. Przede wszystkim do wnętrza wpada mnóstwo światła poprzez wspomnianą wcześniej panoramiczną szybę przednią oraz pionowe szybki wzdłuż słupków A. Uwagę zwracają też osłony przeciwsłoneczne, które oprócz tradycyjnych daszków, suwają się wraz z częścią podsufitki. Przed kierowcą spoczywa futurystyczna kierownica wielofunkcyjna, masywna, udekorowana wstawkami imitującymi aluminium. Pomiędzy fotelami przednimi znalazł się suwany schowek – niezwykle poręczna i praktyczna rzecz, a tuż nad nim, na konsoli centralnej – panel multimedialny. Dotykowy ekran obsługuje większość systemów pokładowych, a dookoła niego zlokalizowano kilka guzików od klimatyzacji, telefonu, nawigacji czy systemu audio, przy czym nie są to tradycyjne przyciski, a dotykowe płytki. Nad ekranem powielono motyw atrapy chłodnicy w nawiewie, a poziom wyżej znalazł się kolejny wyświetlacz, tym razem odpowiadający głównie za pozycje eksploatacyjne i prędkościomierz. To wszystko brzmi nachalnie i skomplikowanie, ale uwierzcie mi, że jest niezwykle funkcjonalne – wystarczy kilkadziesiąt kilometrów, by czerpać garściami z rozwiązań przygotowanych przez Francuzów. Ciekawym elementem jest też dźwignia zmiany biegów, ulokowana za kołem kierownicy z prawej strony, przypominająca nieco amerykańskie rozwiązania. Do wajchy trzeba się przyzwyczaić, szczególnie przy manewrowaniu pomiędzy P, N, R i D – łatwo się na początku pomylić. Kończąc opowieść o wnętrzu nie sposób wspomnieć o przestrzeni i fotelach. Miejsca jest tu wystarczająco dla kompletu dorosłych pasażerów. Znajdzie się też miejsce na sporo wakacyjnego bagażu, a należy pamiętać, że w ofercie Citroena znajduje się jeszcze wersja Grand C4 Picasso z opcją transportu 7 osób (tak – to raczej teoria, choć się da). Liczba schowków i półek rzuca na kolana. Fotele są naprawdę wygodne i w trasie nie potrzeba nic więcej. Ponadto w testowanej wersji, siedzisko pasażera z przodu zostało wyposażone w elektryczne przedłużenie pod uda, a miejsce kierowcy w masaż, choć raczej zbyt często nie będziecie z niego korzystali.

Jazda Citroenem C4 Picasso to wiele doznań. Poczucie przestrzeni to coś, co trudno osiągnąć w zwyczajnym aucie osobowym. Tu, pomimo siedzenia wewnątrz auta, ma się wrażenie obcowania z przyrodą, a to głównie za sprawą wspomnianych wcześniej panoramicznych okien. Fotele zachęcają do połykania kilometrów w sposób spokojny – nie lubią bocznych przeciążeń, ale i nie po to zostały stworzone vany. Układ kierowniczy – leniwy. Czuć, że samochód ten nie lubi prędkich zmian kierunków, również po zawieszeniu. Miękkim, komfortowym i o dziwo mało przechylającym się na boki, jednak drogowe szaleństwa to nie to, co Picasso lubi. Silnik. Z opowieści – nie nastraja pozytywnie. Trzycylindrowe 1.2, 130 KM i automat. Okazuje się jednak, że to naprawdę ciekawy zestaw, całkiem żwawy i ekonomiczny (choć nie diesel – rzadkość w vanach). 100 km/h osiąga w 10,9 sekundy, a średnio zużywa około 8 litów (mieszanka miasta i trasy). Do wyboru (oprócz oczywiście słabszych jednostek), jest też odmiana 1.6 THP o mocy 165 KM. Silnik ten ma już jednak więcej pazura i w mojej opinii nie do końca pasuje do charakteru C4 Picasso. Lepszą opcją z pewnością byłby któryś z diesli (1.6 BlueHDi o mocy 100 lub 120 KM oraz 2.0 BlueHDi generujące 150 KM). Aby stać się właścicielem C4 Picasso, trzeba wysupłać minimum 71 000 zł. Niemal 30 000 zł więcej trzeba wygospodarować, by podróżować autem podobnym jak to ze zdjęć (jeśli chodzi o wersję wyposażenia i silnik). Oczywiście dorzucić można jeszcze sporo opcji, a to winduje cenę o kolejnych kilkanaście złotych (w przypadku testowanego auta, ostateczny rachunek to blisko 117 000 zł). Równie francuski, choć nie aż tak futurystyczny Scenic od Renault w podobnej konfiguracji, będzie wydatkiem na zbliżonym poziomie, natomiast ułożony i nieco nudny przy C4 Picasso Volkswagen Touran, będzie droższy o kilkanaście tysięcy złotych. Okazuje się więc, ze innowacja i sposób na interesującego vana nie musi być okupiona potężnym nakładem finansowym i dopłatą do standardu konkurencji. Citroen zbudował znakomitą opcję dla rodzin pełnych życia i emocji.